Powoli tradycją meczów Zagłębia Lubin staje się to, że towarzyszą im: brzydka pogoda i rzuty karne. Dziś znowu nad lubińskim stadionem panowały ciemności, było zimno, a chwilami wietrznie i deszczowo.
Piłkarze obu drużyn nie stworzyli fascynującego widowiska, dopasowując się raczej do nastroju wykreowanego przez złą aurę. Najciekawszą sytuacją meczu był rzut karny. Co ciekawe w meczach Zagłębia najczęściej w lidze padają jedenastki. To już 13 rzut karny w 15 spotkaniach lubinian w tym sezonie!
Początkowe kilkanaście minut spotkania to minimalna przewaga graczy z Lubina. Jednak akcje kończą się daleko od bramki Szamotulskiego i nie widać okazji na prowadzenie dla Zagłębia. Od czasu do czasu bramkarza Amiki próbuje zaskoczyć Arkadiusz Klimek, ale ma problemy z opanowaniem piłki i oddaniem celnego strzału. Później co raz lepiej zaczynają sobie radzić piłkarze z Wronek. Świetnie strzelają Dawidowski, Król i Burkhardt. W 30 minucie szybki rajd Kowalskiego lewą stroną boiska zostaje przerwany faulem przez Bieniuka i chwilę później prowadzenie dla lubinian zdobywa z rzutu karnego Zbigniew Grzybowski. Od tej chwili Zagłębie ma miażdżącą przewagę. Następuje niekończąca się wrecz seria rzutów rożnych dla lubinian. Sześć razy na różne sposoby dośrodkowują Grzybowski z Kowalskim - niestety tym razem gol nie pada. Pierwsza połowa dobiega końca.
Druga odsłona jest zdecydowanie gorsza od pierwszej. Gra przesuwa się na środek pola. Okazji strzeleckich jest jak na lekarstwo, z boiska wieje nudą. W 53 minucie nieporozumienie w szeregach Zagłębia. Do piłki dopada Gęsior, podaje do Dawidowskiego, ten odgrywa do Króla i jest 1:1. Lubinianie próbują odrobić straty, ale ich ataki są małoporadne. Trener Wojno decyduje się na zmianę. Z boiska schodzi, bez wątpienia najlepszy, napastnik - Zbigniew Grzybowski, a w jego miejsce wprowadzony zostaje obrońca - Krzysztof Kazimierczak. Obraz gry nie ulega jednak znacznej poprawie. Oba zespoły grają bardzo zachowawczo, większą część czasu przetrzymując piłkę w środku pola. Więcej okazji na gole ma Amica, ale bardzo dobrze broni dziś Jarosław Krupski.
Po meczu powiedzieli:Mirosław Jabłoński: Pierwsze 30 minut spotkania zagraliśmy bardzo dobrze. Potem rzut karny nieco podciął nam skrzydła, ale zespół się starał i grał co raz lepiej. Zagłębie to nie słabeusz, ale groźna drużyna - jedna z najlepszych w lidze. Mecz był trudno, trzymający w napięciu, widać było walkę. Zawsze gramy o zwycięstwo, ale i dzisiejszy remis jest satysfakcjonujący.
Wiesław Wojno: Po wygranym 3:0 meczu w Chorzowie, mieliśmy prawo dzisiaj oczekiwać podobnej gry i pokusić się o kolejną wygraną. Mogło się tak stać, ale zawiedli egzekutorzy. Szybko strzelony rzut karny dawał szanse na zwycięstwo. Gdybyśmy po nim strzelili w pierwszej połowie jeszczą jedną bramkę, a były ku temu okazje, to byłoby już po meczu. Nie udało się. Pozostaje nam remis na osłodę.
Druga połowa - słabsza, musiałem dokonać zmian w zespole. Zejście bardzo dobrego Zbyszka Grzybowskiego miało wspomóc obronę. Widziałem z przodu kolejne ataki i musiałem jakoś zapełnić lukę w obronie. Stąd wejście Kazimierczaka.
Bramka stracona po nieporozumieniu graczy. Mówiłem zawodnikom przed meczem, że Amica jest bardzo groźna i jeden błąd na trzydziestym metrze może nas kosztować utratę gola. Błąd był na pięćdziesiąt metrze, ale Amica go wykorzystała i padło wyrównanie. Kto zawiódł? Ocena należy do dziennikarzy. Nie jestem zadowolony z gry Arkadiusza Klimka i Jacka Manuszewskiego.
Zbigniew Grzybowski: Decyzji trenera o zdjęciu mnie z boiska oczekiwałem, choć może nie tak szybko. Szanuję ją i nie mam absolutnie żadnego żalu. Domyślam się, że wpływ na nią mógł mieć mój błąd, kiedy nie zrozumiałem się z Jarkiem Krzyżanowskim, straciliśmy piłkę i padł gol. Do końca rundy jeszcze dwa mecze. Rywale są trudni: Groclin i Legia. Zdajemy sobie sprawę, że dużo zdrowia trzeba będzie poświęcić by odnieść sukces w tym meczach. Liczymy na zwycięstwo u siebie i remis w Warszawie.
Grzegorz Król: Znając wynik z Chorzowa, spodziewaliśmy się po Zagłębiu więcej. Liczyliśmy, że po strzelonej bramce, będą nadal mocno atakować z każdej strony, by wbić nam drugą, trzecią i w końcu nas dobić. Nic się takiego jednak nie stało. To myśmy przejęli inicjatywę. Mieliśmy więcej okazji, graliśmy szybciej i w przekroju całego spotkania na pewno bardziej zasłużyliśmy na zwycięstwo. Nie mam żalu do sędziego o niepodyktowany rzut karny. Ręka był u zawodnika Zagłębia, ale wcześniej była ona też i u naszego zawodnika - tak więc w rękach remis 1:1.